Jeszcze jedno zdjęcie z Berlina. Idealna geometria cienia na kolumnadzie przy Alte National Galerie.
CHOOSE A LABEL:
Apr 6, 2012
CIEŃ
Apr 5, 2012
BERLIN
Za pierwszym razem (2003) Berlin wydał mi się miastem przyszłości: szklane domy, zadbane ulice, perfekcyjna informacja miejska i mądre przestrzenie publiczne. Po Podsdamer Platz chodziłam wtedy jak zaczarowana, z buzią otwartą z wrażenia. Za drugim razem (2007) Berlin był po prostu upalny i zapchany korkami ulicznymi, z niezłą architekturą tu i tam. Zaliczyłam wtedy "ścieżką architektów" i po kilku dniach miałam tego miasta serdecznie dosyć.
Za trzecim razem (2012) Berlin był nareszcie swojski - z brudnym metrem, kolejkami przy kebabie i imprezami do rana. W takim Berlinie mogłabym zamieszkać.
Kilka pamiątek w obrazkach:
Berlin w permanentnej (prze)budowie
Wieczór
Apr 1, 2012
To już rok w Grazu!
Dokładnie rok temu, 1 kwietnia 2011 w piątek, zaczęłam swój ówczesny "nowy etap" w Grazu. Do dziś bardzo dobrze pamiętam mój pierwszy dzień w nowej pracy i pierwsze piwo w Parkhausie ze znajomymi z biura. Mój pierwszy spacer na Schlossberg i pierwszą przejażdżkę rowerem wzdłuż rzeki! Z perspektywy czasu (który różne rzeczy potrafi zarówno złagodzić jak i wyostrzyć) nie żałuję ani jednego dnia z tego ostatniego roku. Będąc w Grazu pracowałam do tej pory nad 14 projektami, odwiedziłam 7 krajów i poznałam dziesiątki wspaniałych ludzi z całego świata. I wciąż nie mogę oprzeć się urokowi tego małego miasta na uboczu zachodniej Europy. Dziś zaczynam swój kolejny rok (?) w Grazu!
Mar 13, 2012
Tak bardzo bym chciała...
Moje najbliższe, choć w części wcale nie takie bliskie plany podróżnicze:
Kilka miesięcy temu zachorowałam na podróż na Bliski Wschód. Po przeczytaniu Mornings in Jenin (dzięki chihiro!)
i Izrael już nie frunie Smolińskiego oraz po obejrzeniu filmów Pogorzelisko (Incendies), Walc z Baszirem czy Ajami - nie mogę oderwać myśli od tego regionu. Marzę o podróży do Libanu, Izraela i terenów Palestyny. Co tydzień sprawdzam oferty lotów do Beirutu i śledzę najnowsze wiadomości z regionu... i z dnia na dzień widzę, jak moje plany stają się coraz mniej realne. Mimo to, podróżuję palcem po mapie a w przewodnikach zaznaczam fragmenty z opisem najciekawszych miejsc. ...Tak bardzo chciałabym tam pojechać.
Cele bardziej realne i nie mniej ciekawe to Berlin i Rumunia.
Berlin bardzo lubię i chętnie pojadę tam kolejny raz - już za tydzień! :) Rumunię znam natomiast głównie z tekstów Kaplana, Stasiuka i Herty Müller, i tak jak w przypadku Libanu - to literatura zachęciła mnie do podróży. (Przed wyjazdem muszę dorwać jeszcze Black Lamb and Grey Falcon Rebeki West!) Z czasów Erasmusa mam też kilku rumuńskich znajomych, których bardzo miło wspominam i także dzięki nim chcę jechać właśnie tam; do Timişoary, Bukaresztu, Braszowa, Sibiu i Konstancy. Rumunię planuję wstępnie na lipiec, z plecakiem i miłym towarzystwem. Już nie mogę się doczekać!
PS: Jeśli ktoś podróżował po Libanie na własną rękę i chciałby się swoimi wrażeniami podzielić to proszę o komentarz!!!
Mar 11, 2012
Widok na Färberplatz
Przed przyjazdem do Grazu nie próbowałam nawet marzyć o tym, że będę mieszkać w centrum starówki, że z łóżka widzieć będę górę zamkową a do najbliższej kawiarni, kina czy parku będę miała dosłownie kilka kroków. Ja takiego mieszkania nawet nie szukałam!!! Na swój sposób, to ono znalazło mnie i już nie było odwrotu. Zakochałam się w tym poddaszu od pierwszego wejrzenia! Trochę potrwało, zanim miałam na czym siedzieć i gdzie pracować, ale dzięki metodzie 'save (IKEA) and do it yourself (pomysł + OBI)' niczego mi już nie brakuje :)
Nic nie udałoby się jednak bez pomocy moich kochanych przyjaciół i znajomych z Grazu: Any, Andreasa, Crystal i Ericha! Serdecznie im dziękuję!
Przez okno:
Feb 27, 2012
Wracam do bloga!
hasło na dziś: Idzie wiosna i najwyższy czas wybudzić się z zimowego nieróbstwa blogowego!!!
po chwili: Ok, "zimowe nieróbstwo" to tylko pusty slogan, którym próbuję zatkać dziurę między ostatnim a dzisiejszym wpisem. Prawda jest taka, że w ciągu kilku ostatnich miesięcy nie zaznałam ani zimy (w Grazu śnieg spadł tylko jednego dnia - 15 lutego - a dzień później o śniegu już nikt nie pamiętał) ani nieróbstwa (pracy miałam aż nadto). Potrzebuję jednak jakiejś zachęty (padło na wiosnę), żeby wrócić do prowadzenia bloga i cieszyć się tym, że go po prostu mam :)
Jako ilustrację, wklejam update wiosennego widoku jednego z moich ulubionych 'obiektów małej architektury' w Grazu - dziwnych, kamiennych kul w Augarten. Przez kilka miesięcy mijałam je każdego ranka i popołudnia w drodze do/z pracy. Teraz mieszkam w innej części Grazu, ale do kamiennych kulek często wracam. Na zdjęciu kompozycję wzbogacił tym razem jeszcze jeden element - głowa Kempa [pozdro i dzięki za odwiedziny!]
Oct 21, 2011
WYBRZEŻE
Wybrzeże. Słoweńskie, choć jakieś włoskie. Prawie wolne od turystów, ale wypełnione lokalnymi (słoweńskimi) plażowiczami. Piran i Koper - miasta senne, pachnące smażoną rybą i solą morską. Cudowne!
Wąskie kamienice, jak ząbki w nierównej szczęce, wykrzywiają się w chwiejne pierzeje jeszcze węższych uliczek, biegnących czasami po schodach lub przez bramy w parterach domów. W bocznych uliczkach można się poczuć jak na czyimś prywatnym podwórku, jak w pół-publicznym przedpokoju należącym do mieszkańców kamienic. Najlepiej opisuje to Stasiuk. Kilka dni po powrocie ze Słowenii natrafiłam w jego książce na piękny i bardzo trafny opis Piranu:
Wnętrze miasta było wilgotne i ciemne. Przypominało labirynt. Domy wyrastały jeden z drugiego, wspierały się o siebie, rozstępowały na szerokość rozpostartych ramion i wędrówka brukowanymi uliczkami miała w sobie smak perwersji. Cudze życie toczyło się o włos od własnego. (...) Błądząc we wnętrzu miasta, nawet gdy było opustoszałe, błądziło się w niewidzialnym tłumie. Głosy za ścianami, rozmowy, zastawione stoły pod zapalonymi lampami, zapachy jedzenia, szum wody w łazienkach, kłótnie, gesty, cała intymność życia, leżały w zasięgu wzroku, słuchu i węchu. Miasto przypominało jeden wielki dom, tysiąc pokojów połączonych chłodnymi i ciemnymi korytarzami, albo wygodne więzienie, w którym każdy mógł oddawać się swoim ulubionym zajęciom. Piran był jak cywilny klasztor.
Pomyślałem sobie, że takie miasta możliwe są tylko nad morzem albo na pustyni. W zamkniętym pejzażu mieszkańcom groziłoby szaleństwo. Tutaj wystarczyło kilkadziesiąt kroków, by wydostać się z ludzkiej termitiery, z tego na poły architektonicznego, na poły geologicznego tworu, i zaczynała się nieskończoność morza i powietrza, ograniczona jedynie niewyraźną linią horyzontu.
"Jadąc do Babadag", z Kraj, w którym zaczęła się wojna, wyd. Czarne, 2008, str.103
Oct 9, 2011
LJUBLJANA da się lubić...
...ale dopiero po 16-tej.
Przed południem po mieście kręcą się tylko turyści. Zaliczają kolejne zabytki i co chwila zerkają w mapę, tak jakby w tym małym mieście można się było w ogóle zgubić. Lublańczycy pojawiają się na ulicach dopiero po magicznej godzinie 16-tej - po pracy. Zajmują miejsca w barach i knajpach ciągnących się wzdłuż rzeki praktycznie bez końca. Można w nich wypić drinki w stu kolorach i smakach, ale o skosztowaniu jakichkolwiek lokalnych (bałkańskich) przysmaków można raczej zapomnieć. Szkoda. Burek smakowałby tu na pewno lepiej niż wszechobecne burrito.
Lublańczykom to jednak nie przeszkadza. Siedzą spokojnie nad swoją rzeką, piją Spritza i sprawiają wrażenie, że nie przeszkadza im właściwie nic. Zanim zdążą się upić, wracają grzecznie do domów aby następnego dnia znowu przyjść nad rzekę, o 16-ej. :)
Sep 13, 2011
CHORWACJA / CROATIA
Tydzień w północnej Chorwacji minął w oka mgnieniu, choć spędziłam go leżąc długie godziny na plaży (czyli zupełnie nie w moim normalnym tempie podróżniczym) lub jadąc przez równie długi czas autobusem do kolejnych miejscowości
i wysp. Podczas drogi krajobraz za oknem pozostawał właściwie niezmienny - suche góry wynurzały się z morza jak grzbiety jakiś olbrzymich podwodnych stworów. W miarę pokonywania kolejnych zakrętów nadbrzeżnej serpentyny, zmieniała się tylko perspektywa z której te góry oglądałam.
Surowość tej okolicy świetnie opisuje cytat ze Stasiuka
(który pisze tu akurat o Węgrzech, ale do północnej Chorwacji pasuje wyśmienicie):
"Wokół panuje taka pustka, że trudno rozstrzygnąć, czy jest to jeszcze pejzaż, czy już jego synteza."
Andrzej Stasiuk, Jadąc do Babadag, wyd. Czarne, Wołowiec 2008, str. 221
Lubię takie pustki :)
Aug 28, 2011
DUNAJ
Zdjęcia z dwudniowej wyprawy wzdłuż potężnego Dunaju; od Belgradu, przez Golubac, Donji Milanovac aż do Kladova, lezącego na cypelku serbskiego lądu wbijającego się w granice Rumunii. Piękna i zaskakująco pusta okolica. Ponadlokalni turyści jeszcze tu nie dotarli (na szczęście), choć poza infrastrukturą, jest tu wszystko czego potrzeba by przełomy Dunaju i teren Đerdapu stały się hitem wśród wakacyjnych ofert podróży.
Malutkie miejscowości ulokowane w dolinie rzeki pomiędzy zboczami Karpat nie różnią się w większości od polskich wsi gdzieś z Roztocza, ale zdarzają się i takie, które tworzą niezrozumiałą mieszanką skansenu i osiedla z wielkiej płyty, jak np. Kladovo. Wszystko ma tu jednak swój urok. Najbardziej urzeka spokój i uczucie oderwania od rzeczywistości dziejącej się gdzieś w dalekim Belgradzie, nie mówiąc już o odległej reszcie Europy.























